Jeśli dzisiejsza szkoła ma uczyć współpracy, powinna tworzyć warunki do tego, aby taka współpraca była możliwa. Nie mam tu na myśli jedynie siedzenia z najlepszym kolegą w jednej ławce. Tak było kiedyś. - Sam siedziałem z kolegą Krzyśkiem w liceum w jednej ławce. I to na wszystkich niemalże lekcjach! W każdej sali! Z własnej woli. Nie z zarządzenia nauczyciela! A nasza współpraca polegała na tym, że gdy tylko było to możliwe, zaglądaliśmy sobie do zeszytów, sprawdzając, czy nasze rozwiązania tego samego zadania z matematyki mają taką samą wartość i gdzie ewentualnie któryś z nas popełnił błąd. I wtedy dochodziło do wymiany zdań i... współpracy.
Wtedy mi to nie przeszkadzało. Nie wiedziałem, że można inaczej - że zadania można rozwiązywać wspólnie, na jednej kartce, a nie w dwóch zeszytach. Że można czerpać z pomysłów uczniów, którzy siedzą kilka rzędów za mną. Że można wymieniać się swoimi notatkami i rozwiązaniami zadań. Ba, to ostatnie uchodziło nawet za grzech!
Nie chodzi o to, żeby kogoś za to winić. Chodzi o to, że dzisiaj lekcje wyglądają tak samo. - Zmienił się świat. Nie zmieniła się szkoła.
Ktoś powie, że to nie prawda, że u pani X uczniowie współpracują. Współpracują w grupach i w parach. Bardzo dobrze - odpowiem. Ale nie wszędzie. I wiem, co mówię, bo widziałem to już nie raz. A najlepszym dowodem na to są ławki ustawione w salach lekcyjnych zawsze w ten sam sposób oraz uczniowie dzielący swoją ławkę wiecznie z tym samym kolegą. Dochodzi nawet do takich absurdów, że w małych liczebnie klasach uczniowie potrafią zajmować miejsca w lewym i prawym rządzie ławek, a środkowy jest pusty! Część z nich nawet dobrze nie widzi mapy, która wisi na ścianie, pod którą siedzą. I siedzą tak przez wszystkie lekcje do momentu, aż muszą zmienić salę i przenieść się tam, gdzie ponownie zajmą to "swoje" upatrzone miejsce.
Zmiana sposobu zarządzania grupą uczniów to jedno, na co musi nastawić się każdy z nas, nauczycieli. Zmiana nastawienia uczniów do takich pomysłów to drugie, z czym będziemy musieli się zmierzyć. Bo przecież nie każdy Jaś usiądzie chętnie obok każdej Agatki. To jasne. Ale nie o to chodzi, aby Jasia do tego zmuszać za wszelką cenę. Chodzi o to, żeby stworzyć mu warunki, aby mógł z Agatką współpracować mimo swojej niechęci. I tu wyjaśnię, co znaczy "współpracować" i "stworzyć warunki".
Nie oczekujmy, że każdy z każdym w klasie będzie chętnie rozwiązywał zadania, robił burzę mózgów, czy notatki z tekstu. Zresztą do tej pory nie było to możliwe. - Aby każdy z każdym mógł coś wypracować, to pojedyncza lekcja musiałaby trwać chyba z pół dnia, a nie 45 minut. Ale tak było do tej pory. Teraz każdy z uczniów może podczas normalnej lekcji uzyskać dostęp do wszystkiego, co tworzy każdy inny uczeń na tej lekcji, poprawić to, skomentować, wzbogacić. A możliwości takie dają nam nowe technologie - tablety i laptopy, Internet, współdzielone dokumenty w chmurze, tablice wirtualne i wiele innych narzędzi. Co więcej, nasi uczniowie są do tego doskonale przygotowani. Ich umiejętności w zakresie nowych technologii niejednokrotnie przewyższają te, jakie posiada nauczyciel. Jeśli szkołom uda się przystosować swoich nauczycieli do wykorzystania tych nowatorskich narzędzi w pracy, to słowo "współpraca" nabierze w szkole zupełnie innego znaczenia.
W dobie rozwoju nowych technologii pojęcia "szkoła" i "współpraca" nabierają zupełnie nowego znaczenia. Ale nie dla wszystkich. - Nasze dzieci na co dzień sprawnie posługują się smartfonami i wymieniają treściami. Jedynie w szkole - miejscu, gdzie spędzają większość swojego dnia - siedzą grzecznie w ławce, a korzystanie z komputera postrzegane jest przez nie jako atrakcja i urozmaicenie lekcji. Kto za tym stoi? - Nauczyciel. Jak można to zmienić? - Przeczytaj na tym blogu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz